Rysy


Każdy lubi od czasu do czasu przejść się do lasu czy w pobliskie góry. Ja zwiedziłem większość pobliskich górek. Wejście na nie to nie jest wyczyn. Trzy dni temu kumpel z beskidzkiego zaproponował tripek na Rysy. Oczywiście się zgodziłem. Wczoraj o 5 rano pojechaliśmy autem do Popradské Pleso. Droga w stronę tego miasteczka była bardzo malownicza. W trasie oczywiście trzeba było zjeść Sobie śniadanko i wogóle się jakoś ogarnąć po 3 godzinnym spaniu. Gdy dojechaliśmy na miejsce i zaczęliśmy pakować manatki pogoda nam sprzyjała.

Pierwsze kroki w stronę Pradskego stawu(niebieski szlak) były dobrą rozgrzewką. Szło się asfalcikiem. Jak niebieski szlak(1h) się zmieniał na czerwony(3h) komfort i prędkość marszu zmalała, za to widoczki to nadrabiały. Często zatrzymywaliśmy i zachwycaliśmy się otoczeniem, które mogliśmy zaobserwować. Brnąc w górę odczuwało się coraz większą wilgoć i duży spadek temperatury powietrza. Dogoniliśmy grupkę młodych ludzi z przewodnikiem (szczerze zastanawiałem się po co komu tam wynajęty przewodnik?). Grupa ta spowolniła naszą wycieczkę(część trasy z łańcuchami). Kiedy znajdowaliśmy się ponad Żabimi stawami pogoda stała się trochę kapryśna. Bardzo wzmożony  wiatr, mleczna mgła i parę kropel deszczu. Widoczność nie przekraczała 10 metrów. Przez co nasze tempo ciutek spadło. Ja sam też powodowałem spowolnienia  – byłem najsłabszym ogniwem z naszej trójki podczas tej wyprawy. Po prostu potrzebowałem co jakiś czas przerwy😉. W drodze na chatkę pod Rysami mijało się kilka źródełek wypływająch nie wiadomo skąd oraz Gigantyczne jęzory śniegu, które naprawdę były śliskie. Gdy zbliżaliśmy się do schroniska pogoda spłatała nam największego figla. To już nie była mżawka tylko „dokurw totalny”. W środku chatki było ponad 40 osób. Wszyscy tak jak my przemoknięci i wkurzeni na warunki jakie panują na zewnątrz. Przeczekaliśmy około 2 godziny na poprawę. W tym czasie nasłuchaliśmy się nastrojowej gry na gitarze. Zregenerowaliśmy siły. Zjedliśmy większą część prowiantu aby się lżej szło. Ja skorzystałem z dość nietypowej toalety z której było widać dolinę z której przybyliśmy. Przerąbanie można było zaobserwować jak wysokość wpływa na

roślinność. Deszcz ustał, wiatr się osłabił, mgła przeszła na wyższe partie – na to właśnie czekaliśmy. Wyruszyliśmy żeby zapiąć kropkę nad i. Już nie szło się po gładkich kamieniach tylko po skałkach. Były cholernie śliskie. Po 30 minutach od ostatniego spoczynku znaleźliśmy się na szczycie. No dobra tego się nie spodziewałem. Byłem w chmurach. Nic nie widziałem, a liczyłem właśnie na konkretne widoczki. Troszeczkę się zawiodłem ale cóż czasem tak bywa. Mgła okrutnie utrudniła nam schodzenie. Na początku zaczęliśmy schodzić na stronę Polską. Zczailiśmy się jak zauważyliśmy łańcuchy, których wcześniej nie było. Trzeba było się znów wracać w stronę szczytu. Kilka razy mieliśmy problem z odnalezieniem prawidłowego szlaku ale w końcu się udało. Nie ma się co śmiać jak to mleko dawało nam widoczność na 3 metry. Od chaty do auta droga była szybka. Byliśmy dosyć zmęczeni po przejściu tych kilku kilometrów. Trzeba było jeszcze zajechać samochodem do domu. Wtedy pogoda pokazała swoje najgorsze oblicze. Mimo wszystko i tak jestem zadowolony po tym tripie. Rysy również nie są jakieś wymagające. Po prostu trzeba trafić na dobre warunki.

3 uwagi do wpisu “Rysy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s